Pieniądze. (Tylko nie „pieniążki! wrrr…)

Czy pieniądze są nadrzędne czy to po prostu środek do realizacji celów?

Wierzę, że pieniądze to zwrot energii, którą wkładamy w poszczególne aktywności. Oczywiście, zawsze mogą być też inne wymiany energii, nie tylko pieniężne. Jednak w przypadku biznesu po prostu zdrowo jest szanować energię ludzi, niezależnie, czy ma umiejscowić się ostatecznie w pieniądzach czy wymianie barterowej.

Lubię wierzyć, że jeśli ktoś podaje mi ceny swojej pracy, wychodzi z założenia rzetelnej oceny wartości swojej pracy. Jednak, pewnie, żyjemy w Polsce i w naszym pięknym kraju zaraz słyszę: naiwna! przecież trzeba z frajera wycisnąć jak najwięcej, jak się nie zorientuje. Tylko, że takie podejście jest strasznie krótkowzroczne. Ustawia relację z klientem od razu na krótki dystans, szybkie zamknięcie i de facto – niską efektywność (o ile w ogóle).

Zastanawia mnie też, jak niewiele jest wartościowych tekstów o podejściu do pieniędzy (tak, pieniędzy, nie „pieniążków”). A w kontekście biznesów prowadzonych przez kobiety już w ogóle… Znalazłam sporo oklepanych tekstów, streszczeń książek o zarabianiu, stawaniu się bogatym, jednak… wiele z nich to po prostu bełkot. Kilka wskazówek, które ktoś bez zrozumienia wkleił z posta z innego bloga.
Wyjątkiem  z powyższego obrazka jest ta rozmowa. Nie będę streszczać, przeczytajcie sami. Czuć po prostu praktykę.

To też może być sygnał, że nie umiemy rozmawiać o pieniądzach. Bo nie umiemy.
Kiedy pytam swoich klientów: ile kosztuje Twoja praca? patrzą na mnie ze zdziwieniem. Oczy robią się jeszcze większe, kiedy mówię: wyceń całość swojej pracy, nie tylko efekt dla klienta, ale cały czas, który spędzasz na przygotowaniu się, zbieraniu materiałów, analizach, obróbce itd.. w zależności od branży. I zaraz słyszę: ale moi klienci się ze mną targują. O 10 złotych, o 50 złotych, o 100, w zależności od wartości całego zamówienia. I w porządku! niech się targują. A Ty podejmij swoją decyzję – zgadzasz się na to, czy nie?

Ja też ćwiczę mówienie o pieniądzach, cenienie swojej pracy, zarówno w wymiarze finansowym jak i czasowym. Mam to szczęście, że zdarzają mi się przyjazne warunki do ćwiczenia. Ostatnio podczas jednej z rozmów czułam się nieco skrępowana, ponieważ składałam ofertę komuś, z kim znam się wiele lat, kto obecnie kieruje do mnie swojego pracownika na coaching. Ponieważ trudno było mi wyjść z zamkniętą propozycją stawki, a nasza relacja jest szczera i serdeczna, pozwoliłam sobie na bezpośredni komunikat, powiedziałam, że ustalenie stawki jest dla mnie wyzwaniem i chcę, żebyśmy zrobiły to wspólnie. Usłyszałam wtedy: „nie, ja Ci nie powiem, o jakich pieniądzach myślę. Uczysz się mówić o pieniądzach – to ćwicz na mnie. Proszę bardzo.” Tak „ćwiczyłam”, że jesteśmy już po zamkniętym, efektywnym procesie coachingowym.

Ćwiczcie. Próbujcie. Oceniajcie, z jakimi kwotami czujecie się pewnie i komfortowo. Jak reagują klienci, którzy z nich są świadomi, a którym trzeba powiedzieć o specyfice Waszej pracy. I dbajcie o to, żeby wartość Waszej pracy rosła. Nie przyzwyczajajcie się do stałości, rozwijajcie się, szkolcie, poszukujcie. Zawsze 🙂

Od jakiegoś czasu na koniec szkoleń z rozpoczynania działalności gospodarczej dzielę się z uczestnikami takim ukutym przez siebie błogosławieństwem: obyśmy byli drodzy i oby było nas stać, żebyśmy mogli sobie wzajemnie płacić.

Tego sobie i Wam życzę.

Turn to clear vision.