No niemożliwe… ;P

Ten post napisałam już jakiś czas temu, był dostępny na moim blogu. Publikuję go raz jeszcze, ponieważ nadal jest aktualny.

Ostatnio rozbawił mnie artykuł, nie pamiętam już dokładnie gdzie to było, ale wielce odkrywczym tonem pani lub pan redaktor donosił o tym, że zmienia się sposób podejścia do rozwoju zawodowego. Że już teraz odchodzi się od mówienia o dążeniu za wszelką cenę do wymarzonej pracy, tylko profesjonaliści tacy jak np. coachowie coraz częściej przyjmują do świadomości (i tak pracują z klientami), że idealna praca może nie istnieć, że trzeba przyjmować też realia.

No alleluja.

Między innymi dlatego coaching jest często potocznie postrzegany jako odrealnione narzędzie do prania mózgu, a nie realnej pracy. Przy takich specjalistach właśnie…

Moje podejście od wielu lat jest następujące. Wierzę, że wymarzona praca jest realna. Ale – nawet w wymarzonej pracy –

  1. Możesz być czasami zmęczona / przemęczona;
  2. Będziesz dokonywał czasami wyborów typu: praca czy wypad rodzinny;
  3. Będziesz płaciła podatki;
  4. Będziesz się czasami irytować na rzeczywistość, ludzi, instytucje, itd…;
  5. Odezwą się Twoje otrzymane i wyuczone schematy;
  6. Czekają Cię zmiany, które mogą być niewygodne (de facto im większy ma być efekt, tym częściej zmiana okrrrrrutnie niewygodna).

Poza tym, wielu z nas szuka tej wymarzonej pracy, nie wpada na nią nagle. W danym miejscu pracy dostrzegamy i blaski i cienie. I najważniejsze – główną kwestią jest to, jak Ty sobie radzisz z tym, co do Ciebie przychodzi!

Jest różnica między rezygnacją a przyjmowaniem realiów. Ktoś, kto rezygnuje, odpuszcza nie próbując. Ktoś, kto akceptuje realia, zadaje sobie pytania: jak to zrobić? gdzie tu jest korzyść? co mogę zyskać, a co stracić? co jest ważniejsze? I mnóstwo kolejnych 🙂

Moje podejście w dużej mierze wynika z tego, że zawsze byłam i jestem bliżej codziennych, zwykłych spraw, ludzi, lokalnego i regionalnego biznesu, a nie korporacji. Owszem, zdarzało mi się pracować np. w międzynarodowym towarzystwie dla dużej firmy, ale zawsze na pierwszym miejscu był człowiek, nie firma jako instytucja.

Także – na podsumowanie – pracujmy z marzeniami czując grunt pod stopami 🙂 🙂

Do roboty! 🙂