Przemyślenia o krytycznym myśleniu (efektywność coachingu).

Dowody na efektywność coachingu bywają… kłopotliwe. Bo jak to zmierzyć? Subiektywnie. A cóż to za miara? Wiele badań wyników coachingu bazuje na samoocenie osób korzystających z tej formy rozwoju (trochę żargonu zawodowego – „coachee”).

Podczas Nocy Szkoleń prowadziłam spotkanie o mitach w coachingu. Było sporo dyskusji na temat przytaczanych przeze mnie wyników badań, m.in. opisanych https://icf.org.pl/coach-pisze/coaching-w-organizacji-modny-trend-czy-inwestycja-wspierajaca-rozwoj/

Ciekawym zjawiskiem jest to, że osoby korzystające wcześniej z procesów coachingu profesjonalnego nie mają wątpliwości i nie podważają miar (niezależnie od wykształcenia – podkreślam to, bo z zasady np. psychologowie mają prawo być bardziej krytyczni).

Nie mamy jeszcze badań, a przynajmniej o nich nie słyszałam, podczas których coachee (osoby korzystające z coachingu) są poddani badaniu rezonansem magnetycznym. Ale może niebawem? 😉

Rozumiem, że krytyczne myślenie jest wartościowe i dobrze, że się pojawia. Jednak czasami odrobina zaufania nie zaszkodzi 🙂 Myślę, że osoby odpowiadając na pytania o korzyści z procesu coachingowego nie miały potrzeby zakłamywania rzeczywistości.

Wyniki cyklicznych badań International Coaching Federation Survey pokazują, że z coachingu profesjonalnego najczęściej korzystają ludzie wyższych szczebli zarządzania – menedżerowie, dyrektorzy, prezesi. Life coaching ma również swoje miejsce, jednak obszary biznesowe są dominujące. Myślicie, że biznes płaci za coś, co nie jest efektywne i nie przynosi wymiernych efektów? 😉

Lubię sesje podsumowujące procesy coachingu grupowego i indywidualnego. Bardzo często podczas ostatniej sesji dobieramy narzędzie do określenia postępów, odnosimy się do pierwszej sesji (bo miarę często wybieramy na początku). Na tych sesjach widać postęp wyraźnie. Bardzo często klienci są sami zaskoczeni, jak wymierny jest efekt (np. w opisie zachowania, w jakości relacji, w wynikach sprzedaży, w liczbie przełamanych wcześniejszych wzorców).

Lubię pracę z ludźmi wymagającymi. Przeważnie wymagają sporo i od otoczenia, ale przede wszystkim od siebie. Jeśli zajmują się konstruktywną krytyką, poszukiwaniami, to ma sens. Nie podważają dla samego podważania, tylko dla osiągnięcia czegoś więcej, kierują swoją energię na rozwój, wyciągają wnioski i wdrażają w życie. A przecież dokładnie o to chodzi.