Tego nie wiedziałeś o coachach.

Wydaje Ci się, że wiesz, jak żyją. Wydaje Ci się, że śledząc odpowiedni profil, zapamiętując kolejne cytaty z grafik na insta, jesteś „mądry” ich „mądrością”.

O nie, nie, nie, jesteś w mylnym błędzie (dopisuję dla opornych – żart! i to językowy).

Sącząc odrobinkę złośliwości chcę się z Wami podzielić bardzo ważną dla mnie obserwacją. Ta myśl jest ze mną od wielu lat, nie zliczę, ile razy mówiłam to klientom w gabinecie, ale chyba do tej pory nie napisałam tego bezpośrednio.

Mam lampkę wina (pierwszą i ostatnią dziś wieczór, żeby nie było), świeczkę i wysłużonego laptopa, obrazek na ista idealny do klimatu zrobienia wpisu na swojej stronie (lokowanie profilu – zajrzyj koniecznie na insta #agamarczakcoach).

Here it comes: prawda jest taka, że guzik wiesz o coachach. A dlaczego? Ponieważ mnóstwo ludzi w tej branży buduje swój wizerunek na wyobrażeniach klientów i nie wyprowadza ich z błędu. A mnie to strasznie wkurza.

Jakiś czas temu rozmawiałam ze swoją klientką (skończyłyśmy sesje już jakiś czas temu, spotkałyśmy się przypadkiem) i podczas tej rozmowy padło zdanie o dość rozpoznawalnym człowieku w branży: bo on tak wszystko ma w swoim życiu poukładane. Tak się akurat składa, że osobnika znam… i bardziej jest kołczem niż coachem, ale fakt – jest dobry PR-owo. Na co dowodem była opowieść mojej klientki.

To, co jest niepokojące w takiej postawie to kwestia budowania nierealistycznego obrazu nadczłowieka, który ma wszystko pod kontrolą i wszystko ogarnięte. To w ludziach, którzy nie podjęli trudu pracy rozwojowej powoduje efekt niedoścignionego ideału – bo on/ona jest taki/taka niesamowita!

Słuchajcie… (tudzież: czytajcie…): coachowie nie są ludźmi o idealnie poukładanym życiu. Nie życzę Wam takich coachów, którzy się nie mierzą z trudnościami w życiu. Nie dajcie sobie wmówić na podstawie profili na fb i insta, że ktoś żyje różowo i nie ma żadnych wyzwań. I że tak właśnie „powinno” wyglądać szczęśliwe życie w duchu pełnego rozwoju osobistego. To nieprawda.

Oczywiście, noblesse oblige. Czyli, w tej sytuacji (tak to czuję osobiście): wiedza zobowiązuje. Tzn. jeżeli jestem świadoma pewnych mechanizmów, wiem ze swojego procesu rozwoju, co jest dla mnie trudne, mam wiedzę psychologiczną (nawet potwierdzoną dyplomem), to daje mi to duży zasób, który pozwala lepiej sobie poradzić w wielu sytuacjach. Ale! to nie jest patent na głoszenie jedynej, objawionej prawdy.

Bardzo mnie rusza, gdy słyszę w branży rozwojowej ludzi mówiących: wiem wszystko, radzę sobie ze wszystkim. Nie dajcie się na to nabrać, proszę. To jest tak, jak w związkach, które twierdzą, że nigdy się nie kłócą. Na serio?

Byłam kiedyś na wystąpieniu człowieka, który jest mówcą motywacyjnym i nie protestuje, jak piszą o nim w tv per „coach”. W pewnym momencie wystąpienia powiedział: ach, jak bym chciał, żebyście poczuli się tak, jak ja, jak ja się wtedy czuję! Cóż za fajerwerki prosto ze źródełka ego.

Słuchając, czytając materiały o rozwoju osobistym miejcie włączone myślenie, proszę. Błagam! Stawiajcie w tej branży na ludzi – profesjonalistów, nie na wyobrażenia.

Same wyobrażenia Wam nie pomogą.