Czy warto planować?

Początek posta z 22.07.2020, powrót do przeszłości nastąpił 29.09.2025

This one goes to highly planned people! A to jest wpis dla prze-planowanych ludzi!

W ogólnym szaleństwie planowania wszystkiego – dzisiaj odważ się na odrobinę nieplanowania.

Zauważam u swoich klientów często wręcz manię planowania. Czytają poradniki, biorą udział w webinarach, kupują kursy online i fikuśne plannery (kto nie kocha fikuśnych plannerów!). Kostki odmierzające czas, aplikacje z zadaniami, timery, przypominajki, kalendarze online, asystent AI. Fakt, to na pewno nakręca rynek – czyli pieniądz się kręci. Tylko czy efektywnie? Czy rzeczywiście korzystają ze wszystkich narzędzi?

Błąd, który jest bardzo często popełniany, to nadmierne, złe planowanie. Złe czyli jakie? Nieadekwatne do rzeczywistości, do realnych zadań, przeczące osiąganiu celów.

To ja się pod tym podpisuję, z ręką na sercu! Prawda jest taka, że w świecie, gdzie z każdej strony krzyczą do nas: „Planuj, a osiągniesz sukces!”, łatwo wpaść w pułapkę nadmiernego i sztywnego planowania. I co ciekawe – to wcale nie jest droga do wolności czy efektywności. Często prowadzi prosto na manowce.

Zastanówmy się na chwilę. Dlaczego w ogóle planujemy? Zazwyczaj, żeby poczuć się bezpiecznie, zapanować nad chaosem i mieć poczucie kontroli. I tu wchodzi nauka: ten pęd do planowania jest często napędzany lękiem przed niepewnością. Profesor Roy Baumeister (pionier badań nad siłą woli) i inni badacze wielokrotnie udowadniali, że nasza zdolność do samokontroli, w tym planowania, jest ograniczonym zasobem – jak paliwo w baku.

Jeśli włożymy mnóstwo energii w planowanie każdej minuty (kolorowe kropki, trzy systemy zarządzania zadaniami, 15 kategorii w kalendarzu), to na realizację zadań zostaje nam już resztka tej cennej energii psychicznej. To jest ta chwila, kiedy plan staje się ciężarem, a nie ulgą! Zamiast pomagać, zaczyna generować opór i poczucie porażki, gdy tylko coś pójdzie nie tak (a zawsze idzie!).


Uwaga! Planowanie dla samego planowania

„Złe planowanie” to często takie, które ma nas uspokoić na poziomie symbolicznym. Czyli: zrobiłem listę, poczułem się lepiej, ale nie sprawdziłem, czy te 10 zadań na dzisiaj jest w ogóle realne do wykonania.

Przykład z życia: Klientka (menedżerka dużego zespołu) przyszła z poczuciem chronicznej frustracji. Jej plan na poniedziałek miał 12 spotkań, 8 zadań do delegowania, 4 raporty do przeczytania. Cały dzień wyglądał jak pole minowe, gdzie wystarczyło spóźnić się 5 minut, by cały misterny plan runął. Jej planowanie było deklaracją ambicji, a nie mapą działań.

Pytanie do Ciebie: Kiedy ostatnio spojrzałeś / spojrzałaś na swój plan i zamiast ulgi, poczułeś / poczułaś ścisk w żołądku? Czy to lista „muszę”, czy lista „chcę i mogę”?


Uwolnij się: Planuj tak, by zyskać PUSTĄ przestrzeń

Adekwatne planowanie to takie, które daje Ci bufor bezpieczeństwa – i to dosłownie!

  1. Zamiast listy 15 rzeczy, wybierz 3 kluczowe zadania na dany dzień. To są te, które realnie popchną Cię do przodu. Reszta? Bonus!
  2. Blokowanie Czasu na NIC: Tak, na NIC! W kalendarzu zostaw bloki „Na nieprzewidziane”, „Na myślenie” lub „Na regenerację”. To nie jest marnowanie czasu. To jest uelastycznianie systemu. Taki bufor jest jak amortyzator w samochodzie. Chroni Cię przed wstrząsami i pozwala jechać dalej bez awarii.
  3. Horyzont 80%: Zaplanuj 80% czasu pracy/dnia. Reszta 20% to Twoja wolność operacyjna. Możesz ją przeznaczyć na spontaniczne spotkanie, przeczytanie ciekawego artykułu, czy po prostu spokojne zaparzenie kawy. Daje Ci to poczucie autonomii i zapobiega poczuciu uwięzienia w harmonogramie.

Plan ma być Twoim osobistym, zaufanym sekretarzem, który cicho pilnuje priorytetów, a nie apodyktycznym szefem wydającym rozkazy. Ma Cię wspierać w osiąganiu celów, jednocześnie zostawiając przestrzeń na życie, spontaniczność i kreatywność. Bo to często w tym „nieplanowanym” czasie wpadamy na najlepsze pomysły!


A teraz do rzeczy: Spójrz na jutrzejszy plan. Gdzie możesz z czystym sumieniem wykreślić jedno nieistotne zadanie i zastąpić je blokiem „oddech”?

Co najgorszego może się stać, jeśli jutro zaczniesz dzień od nieplanowanej kawy na balkonie, zanim włączysz komputer? Pomyśl o tym. Daj znać!